Piotr Bojarski

Piotr Bojarski

pisarz
Aktualności
WIDZIMY SIĘ NA "GRANDZIE'? Szybkimi krokami zbliża się Poznański Festiwal Kryminału Granda. W tym roku Granda odbędzie się w dniach 18-20 września, oczywiście w Domu Studenckim "Hanka". Ale nie tylko. Mam przyjemność cieszyć się zaproszeniem...
Fragmenty
"W tym samym czasie w Savoyu Krople deszczu biły uporczywie w szybę okna apartamentu na drugim piętrze. Mimo wszystko denerwował się. Nie chciał się do tego przyznać, ale niepewność co do pokazu sztucznych ogni wybiła...
Multimedia
Co jakiś czas opowiadam w mediach, na filmach bądź podczas nagrywanych spotkań o swoich książkach. Kilka z nich doczekało się fachowych omówień, a cztery zostały nagrane jako audiobooki. Tutaj znajdziecie filmiki lub linki do tych...
Kontakt
kpbojar@gmail.com https://www.facebook.com/PiotrBojarskiAutor/ https://www.instagram.com/piotr.bojarski.autor/

Aktualności

WIDZIMY SIĘ NA „GRANDZIE’?

Szybkimi krokami zbliża się Poznański Festiwal Kryminału Granda. W tym roku Granda odbędzie się w dniach 18-20 września, oczywiście w Domu Studenckim „Hanka”. Ale nie tylko. Mam przyjemność cieszyć się zaproszeniem na festiwal i sam również zapraszam Was do udziału w tej wyjątkowej imprezie, która wypracowała już sobie krajową markę. Jej program znajdziecie TUTAJ.

Fot. Zupełnie Inna Opowieść

Będzie mi miło, jeśli zaszczycicie spotkanie autorskie z moim udziałem – w sobotę 19 września o godz. 15.30 na Scenie Głównej DS „Hanka”. O tym, jak historia, stare dokumenty i tajemnice przeszłości mogą inspirować autorów kryminałów, porozmawiam z Joanną Jodełką oraz Aleksandrem Gniotem z Biblioteki Uniwersyteckiej. Spotkanie poprowadzi Błażej Wandtke, również wielki miłośnik przeszłości.

W piątek 18 września o godz. 10.50 porozmawiam natomiast z uczniami Liceum św. Marii Magdaleny – opowiem im o tym, jak powstała moja najnowsza powieść „Na całego”, utrzymana w konwencji awanturniczo-łotrzykowskiej. Do zobaczenia na Grandzie!

„Na całego” – pierwsze recenzje

Mija miesiąc od premiery mojej powieści „Na całego” – książki historycznej o posmaku sensacyjno-szpiegowskim. Miło mi odnotować, że pojawiają się pierwsze recenzje książki. Cieszy mnie, że są pozytywne 🙂

„Bojarski napisał kolejną świetną książkę, która jest typowym przykładem powieści historycznej z wątkami kryminalno-szpiegowskimi w tle” – uważa Weronika Penar z blogu recenzowniaksiazkowa.blogspot.com. – „Akcja książki jest dynamiczna, pełna zwrotów i dramatycznych wydarzeń. Doskonale osadzona w realiach historycznych, a jednak nie zanudza nadmiarem faktów. Język pisarza przyjemny i prosty, ale nie infantylny. Czyta się szybko. Bojarski zachowuje doskonała równowagę pomiędzy trudnymi tematami historycznym a epicką narracją, co jest głównym atutem powieści.” 

„Autor zabiera czytelników na wojenno-szpiegowską epopeję, rzucając nas to na Kresy Wschodnie, to do Berlina, nie zapominając oczywiście o Poznaniu. Wśród bohaterów oczywiście Biniu Kaczmarek i inne postacie znane z poprzednich książek Bojarskiego. Z fikcyjnymi postaciami mieszają się osoby historyczne, nie tylko te najsłynniejsze, jak Józef Piłsudski czy Władysław Anders, ale i mało znane, a warte przypomnienia, jak Franciszek Jach czy Józef Jęczkowiak. Z osób prawdziwych na chwilę pojawia się też Arkady Fiedler, zamieniając kilka słów z głównymi bohaterami. To zapewne echo wydanej niedawno biografii słynnego podróżnika, napisanej właśnie przez Piotra Bojarskiego” – zauważa Mateusz Malinowski, recenzent portalu kultura.poznan.pl

„Bardzo brawurowa powieść. (…) Autor pięknie opisał nie tylko naturę, ale miejsca, ulicę, charakter tamtych lat, osoby. (…) Dla tych którzy kochają historię, ta powieść jest strzałem w dziesiątkę. W skali od 1/10 daję mocne 15! Polecam serdecznie” – puentuje Renata Mielczarek z facebookowego bloga Książki, Recenzje, Blog Osobisty.

ROZMOWA O „NA CAŁEGO” W RADIO EMAUS – DO POSŁUCHANIA TUTAJ.

FRAGMENTY „NA CAŁEGO” W RADIO POZNAŃ – DO WYSŁUCHANIA TUTAJ

O historii i innych demonach

Szanowne Czytelniczki i Czytelnicy, pięknie dziękuję za bardzo ciepłe, serdeczne spotkanie online, poświęcone mojej nowej powieści „Na całego”, ale również historii i innym moim pasjom. Mimo kłopotów technicznych uważam je za bardzo udane – i mam nadzieję, że takie też było dla Was. A jeśli ktoś nie miał okazji śledzić naszej rozmowy, może to nadrobić :), klikając sobie TUTAJ oraz TUTAJ. Dobrego odbioru! 🙂

Namawiam Was „Na całego”

To już dziś. Oficjalną premierę ma moja nowa powieść „Na całego”. Wiedziałem, że muszę ją napisać od momentu, kiedy w 2018 r. wydałem „Cwaniaków”. Wiedziałem, bo trójka bohaterów – dwóch prawdziwych, ale i ten fikcyjny – po wydarzeniach roku 1918 – a więc końcu Wielkiej Wojny i powstaniu wielkopolskim miała dalsze, burzliwe losy i grzechem byłoby zaniechać ich opisania. W „Na całego” znajdziecie dwie wojny na wschodzie, zakulisowe intrygi, wątki szpiegowskie, a nawet pewien zamach… Więcej nie zdradzę, filmikiem poniżej odsyłam Was do lektury ;).

„Na całego” już w moich rękach. A kiedy w Waszych?

Książka ma przyjemną w dotyku – i przyciągającą wzrok – okładkę autorstwa Magdaleny Zawadzkiej – a także pachnie świeżym drukiem. Właśnie odebrałem egzemplarze autorskie i muszę Wam powiedzieć, że dla takich chwil naprawdę warto pisać. Ale jeszcze większą radość sprawi mi informacja, że Wy też już ją macie – i że czytacie :). Muszę Wam powiedzieć, że drukarnia nie dała się pandemii i wydrukowała książkę szybciej, niż planowano. A to oznacza, że już we wtorek 12 maja „Na całego ” powinna być dostępna w księgarniach. Póki co, można ją zamówić z rabatem w przedsprzedaży. Dobrej lektury życzę!

W okienku online 🙂

Zapraszam na Literacką Herbatę z Wydawnictwem Poznańskim o Arkady Fiedlerze. Ale nie tylko o nim, także o tym, jak powstawała biografia „Fiedler. Głód świata” – i o tym, jak sobie z tym zadaniem poradziłem. 🙂

„Na całego” od 19 maja

Oto i druga moja tegoroczna premiera, tym razem fabularna. Tak wygląda okładka powieści „Na całego” autorstwa Magdaleny Zawadzkiej, tej samej, która projektowała okładkę „Cwaniaków”. I nic dziwnego, bo „Na całego” to sequel tamtej książki, choć niezależny fabularnie, więc – uwaga dla niewtajemniczonych – można go czytać zupełnie osobno. Książka ukaże się nakładem wydawnictwa Zysk i Spółka. Mam dużą satysfakcję, że się udało! Bo kontynuacja „Cwaniaków” nie dawała mi spokoju. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Intuicyjnie wyczuwam, że było warto.

Czy pilotowi Franciszkowi Jachowi ujdzie bezkarnie epizod z powstania wielkopolskiego, gdy porwał niemiecki samolot bojowy? Czy Józef Gabriel Jęczkowiak raz jeszcze spotka się z Piłsudskim? I wreszcie: czy piechur Zbigniew Kaczmarek rozwinie swoje śledcze inklinacje? O tym wszystkim przeczytacie już niebawem w „Na całego”. A jeśli ktoś z Was chciałby najpierw poznać wcześniejsze losy tej trójki – zapraszam do lektury „Cwaniaków”.

W Dwójce z synem Arkadego Fiedlera

Ależ nam się dobrze rozmawiało z Arkadym Radosławem Fiedlerem – synem bohatera biografii „Fiedler. Głód świata” oraz Katarzyną Hagmajer – Kwiatek w audycji Strefa Literatury! Na antenie Dwójki omówiliśmy w niespełna pół godziny chyba całe długie życie bohatera mojej książki :). Jeśli macie ochotę także posłuchać tej rozmowy, znajdziecie ją TUTAJ. Niezmiennie życzę dobrego odbioru!

Moje 10 minut w TVP Kultura 😉

O Arkadym Fiedlerze i jego burzliwym życiu rozmawiałem w minionym tygodniu w audycji Studio Kultura Rozmowy w TVP Kultura. Wywiad dotyczył nie tylko postaci pisarza, ale także procesu powstawania pierwszej jego biografii. Przy okazji zdradziłem kilka niespodzianek informacyjnych, ukrytych w książce „Fiedler. Głód świata”. Zapraszam Was do obejrzenia rozmowy, link znajdziecie TUTAJ. Dobrego odbioru!

„Szmery” w ścisłym finale Kryminalnej Piły

Miło mi poinformować, że moja ubiegłoroczna powieść kryminalna retro „Szmery” znalazła się decyzją jury w gronie pięciu książek – finalistek konkursu Nagrody Kryminalna Piła – dla Najlepszej Polskiej Miejskiej Powieści Kryminalnej 2019 roku. Spośród 95 powieści wybrano również „Glatz” Tomasza Duszyńskiego, „Marę” Małgorzaty i Michała Kuźmińskich, „Pchłę” Anny Potyry oraz „Cokolwiek wybierasz” Jakuba Szamałka. Szanownym koleżankom i kolegom serdecznie gratuluję.

Finał konkursu miał nastąpić 4 kwietnia, ale z powodu epidemii koronawirusa festiwal w Pile został przełożony (wstępnie na jesień). Mimo to gorąca prośba: trzymajcie proszę kciuki!

Do zobaczenia na Poznańskich Targach Książki 🙂

Pytacie, kiedy trafi się okazja, by porozmawiać o mojej najnowszej książce „Fiedler. Głód świata”. Spieszę z odpowiedzią: spotkamy się w niedzielę 8 marca na Poznańskich Targach Książki. Do rozmowy promującej książkę zapraszam o godz. 11. do sali konferencyjnej A na piętrze pawilonu nr 7. Na Poznańskich Targach Książki poprowadzę też warsztaty dla miłośników kryminału (sobota 7 marca, lista uczestników niestety już zamknięta).

Poza tym będzie mnie można spotkać – i porozmawiać o książkach – na stoiskach Wydawnictwa Miejskiego Posnania (w sobotę 7 marca o godz. 13.) oraz na stoisku Wydawnictwa Poznańskiego (niedziela 8 marca o godz. 12.), na którym będę podpisywać „Fiedlera”. Serdecznie zapraszam!

Fragmenty książki można przeczytać w zakładce FRAGMENTY.

Fiedler niezwykły – zapowiadam książkę (FILM)

Hej! Premiera mojego reportażu „Fiedler. Głód świata” już 26 lutego. Jeśli chcecie posłuchać nieco więcej o bohaterze książki – zapraszam do obejrzenia rozmowy, którą nagrał ze mną Adrian Tomczyk z Wydawnictwa Poznańskiego. Dobrego odbioru!

*Spotkanie promocyjne książki odbędzie się 8 marca o godz. 11 na Poznańskich Targach Książki. Zapraszam!

„Na całego” w maju!

To już pewne! Miło mi poinformować, że „Cwaniaki” będą mieć kontynuację! W końcu ubiegłego roku podpisałem umowę z wydawnictwem Zysk, na mocy której w maju tego roku ukaże się powieść „Na całego”, klasyczny sequel „Cwaniaków”. Tym samym miłośnicy losów Jęczkowiaka, Jacha i młodego Kaczmarka otrzymają dopełnienie ich wojennych przygód z lat 1919-1920.
Kogo zdemaskował przyszły komisarz poznańskiej policji? Co przeżył pilot Jach na Ukrainie? Na kogo dybali Niemcy w Poznaniu w 1919 roku? Kto zdradził? Jedno mogę napisać już teraz: ” Na całego” to melanż historii, sensacji, a nawet kryminału. A akcja książki rozgrywa się od Berlina po Lwów.

 

Fiedler odkryty na nowo

Miło mi zaprezentować okładkę mojej najnowszej, czwartej już książki reporterskiej, zatytułowanej „Fiedler. Głód świata”. Ukaże się ona już 26 lutego 2020 r. nakładem Wydawnictwa Poznańskiego. Pamiętam moment, w którym latem 2017 roku zadzwoniła do mnie z propozycją zajęcia się tym tematem Monika Długa z Czwartej Strony. Złapała mnie akurat na wakacjach w Budapeszcie. W pierwszej chwili pomyślałem, że nie dam rady. Fiedler zjechał przecież cały świat – jak ja mam teraz za nim podążać? Bez szans. Na szczęście ochłonąłem i zacząłem temat oswajać… A co z tego wyszło – przekonacie się już niebawem. Mam nadzieję, że również Wy odkryjecie Fiedlera na nowo. Ja odkryłem 🙂

Fragment książki możecie przeczytać TUTAJ.

Bóg się rodzi!

W Boże Narodzenie życzę Wam rodzinnego ciepła, wielkiego szczęścia, mocy miłości i wspaniałych czytelniczych odkryć! A w Nowym Roku – spełnienia wszelkich Waszych marzeń. Dziękuję, że jesteście ze mną 🙂

Kiedy moje nowości?

Przyszły rok zapowiada się dla moich planów wydawniczych niezwykle interesująco. Ze wstępnych ustaleń z wydawcami wynika, że zimą i wiosną ukażą się dwie moje nowe książki: reportaż i powieść. Pierwsza pozycja to książka reporterska o barwnej postaci pisarza Arkadego Fiedlera. Jej premiera zapowiadana jest wstępnie na koniec lutego 2020 roku.

Nieco więcej na temat tej książki przeczytacie TUTAJ.

Druga moja nowość to powieść sensacyjna retro „Na całego”, stanowiąca bezpośrednią kontynuację „Cwaniaków”. Wstępne ustalenia z wydawcą pozwalają mi na stwierdzenie, że ukaże się ona prawdopodobnie w maju 2020 r. – jeszcze przed Warszawskimi Targami Książki. Jeśli lubicie moje książki – kibicujcie, proszę, by te plany się ziściły! 🙂

 

„Na całego”

Tak brzmi roboczy tytuł powieści, która stanowi kontynuację „Cwaniaków”. Właśnie ukończyłem i zredagowałem (zapowiadany przeze mnie zimą) sequel tej lubianej przez Was książki o losach kanoniera Jęczkowiaka, pilota Jacha i piechura Kaczmarka.

Tym razem akcja powieści rozgrywa się w latach 1919-1920, a to oznacza, że los rzuci moich bohaterów pod Lwów, a także na (i nad) front wojny polsko-bolszewickiej. Poprowadzenie tej fabuły kosztowało mnie sporo pracy nad źródłami, ale mam wrażenie, że było warto. W każdym razie dopiero teraz historia tej trójki jest pełna i domknięta. Choć w przypadku postaci Zbigniewa Kaczmarka – nie do końca. W „Na całego” przeczytacie o kolejnych śledztwach sierżanta, które przybliżyły go do pracy w policji państwowej. Akcja mojej nowej powieści rzuca jej bohaterów między Berlinem, Poznaniem i wschodnimi Kresami odradzającej się Polski. Nie zabraknie więc wątków  sensacyjno-szpiegowskich, z powodu których  polubiliście „Cwaniaki”.

Kiedy premiera? Mam szczerą nadzieję, że w przyszłym roku – akurat w stulecie bitwy warszawskie. Nie wszystko jednak zależy ode mnie – więc trzymajcie kciuki!

 

Widzimy się na Grandzie!

Urlop (ten zawodowy, ale również ten od pisania) przechodzi właśnie do historii. Czas znowu zabrać się do roboty, przede wszystkim zredagować sequel „Cwaniaków”, który – jak już wiecie – ukończyłem jeszcze w sierpniu. Poza pracą znajdzie się wszakże czas na „małe przyjemności”. Do takich zaliczam zawsze udział w Poznańskim Festiwalu Kryminału Granda. W tym roku impreza ta – rosnąca z roku na rok jak na drożdżach – obchodzi pierwszy jubileusz: 5-lecia. Będę tam i ja. Zobaczymy się już w sobotę 21 września o godz. 11 w Domu Studenckim Hanka podczas dyskusji z Joanną Jodełką i Ryszardem Ćwirlejem o trzech kryminałach, które ukazały się w tym roku z okazji stulecia Uniwersytetu Poznańskiego (a więc m.in. o moich „Szmerach”). Przyjdźcie! Serdecznie zapraszamy!

A tych, którzy próbują sił w pisaniu kryminału, zapraszam tego samego dnia o godz. 15.30 do Sali Owalnej w DS Hanka na warsztaty z budowania bohatera, które organizuję wraz z Maszyną do Pisania. Limit miejsc to 15 osób – więc zapisujcie się jak najszybciej 😉 

 

Fiedler na liście okupanta

Choć moje prace nad biografią Arkadego Fiedlera zmierzają do szczęśliwego finału, co rusz znajduję jeszcze coś nowego. W aktach IPN, w tzw. zbiorze zastrzeżonym dawnego MSZ zachowała się lista, sporządzona przez niemiecką Policję Bezpieczeństwa (SD) w dniu 13 listopada 1939 roku. Wymienia ona 1703 nazwiska polskich inteligentów, przeznaczonych do wysiedlenia z poznańskich mieszkań – tzw. „ewakuacji”. Wśród nich znajduje się również – określony jako „literat” – Arkady Fiedler. Tyle że w tym czasie nasz pisarz – podróżnik był jeszcze na Tahiti, skąd bardzo starał się wyjechać, by zaciągnąć się do polskiego wojska we Francji. Uniknął więc wywózki, ale… Być może ocalił też życie. W dokumencie SD mówi się bowiem o „ewakuacji” kręgów inteligencji, a to jako żywo przypomina tzw. Intelligenzaktion, czyli przeprowadzoną przez niemieckich okupantów akcję wymordowania ok. 2 tysięcy przedstawicieli wielkopolskich elit…  Odkrywanie przeszłości pisarza to niesamowita przygoda!

 

Na tropach Fiedlera

Co pan teraz pisze? – pytacie mnie od czasu do czasu. Otóż aktualnie pracuję nad dwiema książkami. Po pierwsze – piszę kontynuację „Cwaniaków”. Po drugie – i wreszcie jest czas, by to oficjalnie ogłosić –  od roku z hakiem pracuję nad reporterską biografią… Arkadego Fiedlera. Tak, temat jest ogromny i onieśmiela. Dość powiedzieć, że sławny podróżnik zjechał niemal całą kulę ziemską. Ale nie tylko jego podróże warte są opisania. Fiedler wiódł niezwykle interesujące życie – przed wojną, zwłaszcza w latach 30. był krajowym celebrytą, a gazety rozpisywały się o jego kolejnych wyprawach i miłosnych podbojach. W czasie wojny napisał dwa wspaniałe reportaże, które krzepiły ducha Polaków pod okupacją – „Dywizjon 303” oraz „Dziękuję ci, kapitanie”. Po wojnie – wrócił do komunistycznej Polski, bo nie wyobrażał sobie pisać dla Polaków z emigracji. Jego relacje z nową władzą są fascynującym polem badawczym. Przyjechał do Polski Ludowej w glorii, potem komuniści zafundowali mu kilkuletnią „zamrażarkę”. Wrócił do podróży wraz z nastaniem Gomułki. Nigdy nie zapisał się do partii, ale tajemnicą poliszynela pozostaje, że potrafił sobie ułożyć stosunki z prominentnymi działaczami partii – np. z premierem Cyrankiewiczem. Co pomogło mu oczywiście wrócić na szlaki…

Rekonstruowanie przeszłości to fascynująca przygoda. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, późną jesienią lub zimą zobaczycie na księgarskich półkach moją nową książkę – tym razem zdecydowanie non fiction.

  

„Szmery”, czyli „strużka narodowej dumy”

Pierwsze recenzje „Szmerów” już za mną. Do przodu! „Ta książka wypełnia wszystko, czego szukamy w kryminale retro. Autentyczne postacie, nieco podretuszowana historia, zbrodnia i jej wyjaśnienie, a przede wszystkim podróż w miejsce, którego już nie ma. Bo nie ma tego starego Poznania, ginie powoli gwara miejska, miasto się rozbudowało i zmieniło” – ocenia Adam Kraszewski na natemat.pl 

„U Piotra Bojarskiego kryminalna historia i wartka akcja w istocie są tylko pretekstem do pochwalenia się przed czytelnikami uwielbieniem dla Poznania, jego architektury i atmosfery. Tej z okresu międzywojennego, kiedy dziennikarze po trupach walczyli o newsa, a komisarz nieraz musiał pałętać się po podłych wyszynkach bliższych lupanarom, niż pykając fajkę rozwiązywać skomplikowane zagadki” – zauważa Jerzy Doroszkiewicz w poranny.pl. I dodaje: „Kto lubi klimat powieści Marka Krajewskiego, ale chciałby przeczytać historię nieco mniej mroczną, za to wlewającą do serca cieniutką strużkę narodowej dumy, ten znajdzie w książce Piotra Bojarskiego znacznie więcej niż tylko z polotem i wprawą napisaną rozrywkową powieść”.

„Piotr Bojarski genialnie odwzorował klimat tamtych czasów. Widać, że autor zrobił research i nie plecie głupot, tylko trzyma się historii” – docenia euforia.blogspot.com

Z kolei qulturaslowa.pl podkreśla, że „Szmery” są „nie tylko (…) prawdziwą przygodą, ale pozwalają docenić uroki niespiesznie toczących się wydarzeń i piękno słowa, którym mistrzowsko operuje autor. Samo czytanie jest tu ważniejsze od poznania zakończenia, bowiem niezwykły klimat stworzony przez autora wciąga nas do tego stopnia, że lektury nie chce się przerywać. Zresztą sam uroczy Kaczmarek jest już wystarczającym powodem, by sięgnąć po powieść. Szczególnie, że w jego otoczeniu robi się gorąco…”   

Za wszystkie dobre słowa serdecznie dziękuję! 

„Szmery” w epizodzie filmowym!

W dniu premiery mojego najnowszego kryminału do sieci wpadł film, nakręcony przez ekipę Biura Prasowego UAM. Przedstawia fragment powieści, rozgrywający się w domu akademickim „Hanka”. W roli komisarza Zbigniewa Kaczmarka wystąpił sam autor powieści 🙂 Miłego oglądania! Mam nadzieję, że film zachęci Was do sięgnięcia po książkę, napisaną specjalnie na stulecie Uniwersytetu Poznańskiego. 

Posłuchajcie o „Szmerach”

Zapraszam do obejrzenia filmu wydawnictwa Czwarta Strona, w którym opowiadam, o czym tak naprawdę są „Szmery” – mój najnowszy kryminał retro z serii z komisarzem Kaczmarkiem. Akcja powieści rozgrywa się w Poznaniu w 1931 r. i zahacza o środowiska uniwersyteckie.  

Piotr Bojarski "Szmery"

24.04 będzie miała premierę kolejna powieść kryminalna od Piotr Bojarski – Autor i @czwartaCzwarta Strona Kryminału! Tym razem przenosimy się w mury Uniwersytet im. Adama Mickiewicza 📜, a konkretnie do wydziału Matematyki i Fizyki ⚡. Dlaczego w gabinecie sławy polskiej matematyki , profesora Zdzisława Krygowskiego 📝 znaleziono plamy krwi, a sam nauczyciel zniknął? Koniecznie posłuchajcie co o „Szmerach” mówi sam autor 🙂

Publiée par Czwarta Strona sur Mardi 16 avril 2019

Premiera „Szmerów” – już 24 kwietnia.

Pierwsze strony książki przeczytacie TUTAJ.

A książkę z korzystnym rabatem można zamówić TUTAJ

 

Radość! Mam „Szmery” 😉

Kto pisze, ten wie, ile satysfakcji daje odbiór i możliwość poczucia w dłoniach świeżo wydanej książki. Jej ciężaru, zapachu, faktury papieru… Właśnie jestem po kolejnym takim arcymiłym doświadczeniu. W Wydawnictwie Czwarta Strona odebrałem autorskie egzemplarze „Szmerów” – prezentują się naprawdę godnie. Uważny czytelnik od razu dostrzeże podobieństwo okładki do „Cwaniaków” – i nie pomyli się. Bo i tu, i tam główne skrzypce gra mój ulubiony bohater, przedwojenny policjant z Poznania Zbigniew Kaczmarek. Gdy cztery lata temu zrobiłem z nim sobie pauzę (po pięciu kryminałów z serii Kryptonim Posen), nie przypuszczałem, że tak szybko do niego wrócę. Okazję stworzył jubileusz stulecia Uniwersytetu Adama Mickiewicza, którego jestem absolwentem. Ale Kaczmarek zaistniał znowu już jesienią ub. roku – w „Cwaniakach”. I jeśli chcecie wiedzieć, co dalej – odpowiadam: w „Szmerach” zostawiłem furtkę do siódmego tomu :). A kontynuacja „Cwaniaków”, uskrzydlonych Waszymi recenzjami, rośnie w oczach – wszystko wskazuje więc na to, że z Biniem Kaczmarkiem zobaczymy się jeszcze nie raz…

To nie bajery, pora na „Szmery”!

Mam ogromną przyjemność zaprezentować Wam okładkę mojej najnowszej książki, stanowiącej kontynuację kryminalnych przygód komisarza Zbigniewa Kaczmarka, znanego Wam z pięciu poprzednich książek poznańskiego cyklu retro: Kryptonim Posen, Mecz, Rache znaczy zemsta, Pętla i Arcymistrz (więcej o tej serii znajdziecie TUTAJ). Autorką okładki jest Magdalena Zawadzka, która wcześniej zaprojektowała tak udaną okładkę Cwaniaków (dziękuję!). Akcja Szmerów, inspirowanych jubileuszem stulecia Uniwersytetu Poznańskiego, rozgrywa się latem 1931 r. Ze swojego gabinetu znika w niewyjaśnionych okolicznościach sławny profesor matematyki i kryptologii. Morderstwo czy porwanie? I kto za tym stoi? Na te pytania musi oczywiście odpowiedzieć Biniu Kaczmarek, którego burzliwą powstańczą młodość poznaliście niedawno w Cwaniakach. Czy historia ta ma coś wspólnego z tajnym projektem Wojska Polskiego? A może raczej z goszczącymi w Poznaniu niemieckimi bokserami? Czy prezydent Cyryl Ratajski i miasto Poznań unikną kompromitacji podczas uroczystości odsłonięcia pomnika Wilsona? Zapraszam do lektury – premiera książki zaplanowana jest na 24 kwietnia. Wcześniej jednak jej fragment możecie przeczytać TUTAJ. Przyjemności!

 

Zobaczmy się w niedzielę!

Serdecznie zapraszam na spotkanie w ramach Poznańskich Targów Książki, które odbywać się będą na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich. Będę na Was czekał w niedzielę 3 marca o godz. 14. na stoisku nr 68 (wydawnictwa Czwarta Strona) w pawilonie 7. Chętnie podpiszę lub zadedykuję książkę, podzielę się również najnowszymi informacjami na temat swojej twórczości. Do zobaczenia!

 

„Cwaniaki” – kontynuacja

Zachęcony dobrymi opiniami, jakie zbierają „Cwaniaki”, zabrałem się na przełomie roku do  pracy nad kontynuacją powieści (jak sobie zresztą wcześniej dość odważnie zakładałem). Akcja sequela rozgrywać się będzie w latach 1919-1920. Planuję w nim pokazać dalsze losy sierżanta Józefa Jęczkowiaka, pilota Franciszka Jacha i piechura Zbigniewa Kaczmarka – głównych bohaterów „Cwaniaków” na tle wojny z Ukraińcami i bolszewikami. Nie zabraknie też intryg na polu rywalizacji polsko-niemieckiej, co oznacza, że akcja powieści rozgrywać się będzie także w Poznaniu i Wielkopolsce. Wszystkich moich Szanownych Czytelników, którym spodobały się „Cwaniaki”, serdecznie pozdrawiam znad klawiatury komputera :).    

„Szmery” – pierwszy sygnał!

Zima ostatnio się sroży, ale niebawem nadejdzie wiosna. A wraz z nią – po niemal czteroletniej przerwie – tak przez wielu z Was oczekiwany, szósty tom kryminalnych przygód komisarza Zbigniewa Kaczmarka. Pora ujawnić pierwsze szczegóły nowego odcinka mojej retro-serii. Powieść „Szmery” ukaże się w kwietniu/maju nakładem Czwartej Strony.  Jak zwykle, spotkacie się w niej z nieco gburowatym komisarzem Biniem, który zmierzy się z nową kryminalną zagadką – i wieloma podejrzanymi personami międzywojennego Poznania. Akcja książki rozgrywa się latem 1931 roku i ma bezpośredni związek z ważną postacią ówczesnego Uniwersytetu Poznańskiego. Nieprzypadkowo – w tym roku obchodzimy bowiem setną rocznicę powstania szacownej uczelni. Jesteście ciekawi, jak smakuje moja nowa powieść? Zapraszam do lektury fragmentu książki w zakładce FRAGMENTY.

 

SKĄD SIĘ WZIĘŁY „CWANIAKI”?

Czy będą mieli kontynuację? A co z Biniem Kaczmarkiem? – na te i wiele innych pytań odpowiadam w wywiadzie dla portalu zupełnieinnaopowiesc.com: – Jęczkowiak zafrapował mnie ładnych parę lat temu jako poznaniak, który na rozkaz Piłsudskiego rozkręcił akcję oswobodzenia Warszawy 10-11 listopada 1918 r. z rąk żołnierzy niemieckich. To on i jego podwładni z Wielkopolski „nakręcili” rewoltę i pomogli odzyskać stolicę. To było dla mnie fascynujące, że człowiek z Poznania wykonał najgorszą robotę, dzięki czemu świętujemy 11 listopada Dzień Niepodległości, a poza wąskim gronem historyków w Poznaniu – i w kraju – nikt nic o nim nie wiedział. Musiałem szybko naprawić ten błąd.

Cały wywiad przeczytacie TUTAJ. Dobrej lektury – a przy okazji: Szczęśliwego Nowego Roku!

 

KOMISARZ WRACA!

Tęsknicie za komisarzem Biniem – czyli Zbigniewem Kaczmarkiem i międzywojennym Poznaniem? Ja też. 🙂 Wprawdzie pojawił się w dopiero co wydanych „Cwaniakach”, tam jednak poznajemy go w czasach, gdy z kolegami walczył o wolną Polskę w 1918 roku. Dlatego dla miłośników kryminałów retro mam dobrą wiadomość – w przyszłym roku, a konkretnie w maju, nakładem wydawnictwa Czwarta Strona ukaże się szósty tom kryminalnych perypetii komisarza. Akcja powieści rozgrywa się latem 1931 roku i zahacza mocno o Uniwersytet Poznański, którego jestem absolwentem – książka powstała bowiem w związku z zaplanowanym na maj jubileuszem stulecia poznańskiej uczelni. Z jakim przestępstwem przyjdzie się zmierzyć tym razem Kaczmarkowi? Na razie zdradzę jedynie tyle, że niespodziewanie – w tajemniczych okolicznościach – zniknie jeden z najwybitniejszych uniwersyteckich wykładowców. Kaczmarek otrzyma oczywiście misję wyjaśnienia sprawy. Czy mu się uda – o tym przeczytacie w maju. Do usłyszenia!

 

„CWANIAKI” W POLSKIM RADIO

Serdecznie dziękuję za pierwsze, jakże sympatyczne, reakcje i oceny „Cwaniaków”. Tych wszystkich, którzy się wahają, czy warto po nich sięgnąć, zachęcam do zapoznania się z fragmentami powieści, które na antenie Dwójki Polskiego Radia przeczytał aktor Piotr Bajtlik. Szczegóły znajdziecie TUTAJ. Dobrego odbioru!

 

„CWANIAKI” JUŻ NA JĘZYKACH!

Miło mi donieść, że już w dniu premiery mojej najnowszej książki pojawiły się pierwsze recenzje. Pozytywne!

Uważam, że to kawał dobrej powieści historycznej i nie trzeba mieć rozległej wiedzy na temat tamtych wydarzeń, by czerpać przyjemność z lektury. Jest wymagająca, ale daje niezłą lekcję historii” – ocenia czytelnia-mola-ksiazkowego.pl

Nad takimi książkami z zasady krąży (…) zawsze pytanie o ich doraźność czy też o ich aktualność także wtedy, gdy zgasną rocznicowe znicze i przeminą echa przemówień. Wszak „Cwaniaki” powstały dokładnie w 100-lecie istotnych historycznych wydarzeń, których rocznicę właśnie obchodzimy. Z książkami Bojarskiego jednak nie ma takiego problemu. Udowodnił to już przy okazji „Juni”, powieści sensacyjnej napisanej przy okazji okrągłej rocznicy Poznańskiego Czerwca 1956 r. I pokazuje to także teraz. Powiem szczerze: jeśli tworzyć dzieła z okazji rocznic, to tak jak Bojarski” – komentuje Przemysław Poznański z portalu zupelnieinnaopowiesc.com.

Dziękuję Szanownym Recenzentom za słowa uznania. Pierwsze recenzje możecie przeczytać TUTAJ.

„CWANIAKI”, CZYLI PIŁSUDSKI I JĘCZKOWIAK

W „Cwaniakach” znajdziecie świat z 1918 roku – z upadającymi mocarstwami i prawdziwymi ówczesnymi bohaterami, politykami i żołnierzami. Znajdziecie gorączkę, która trawiła Cesarstwo Niemieckie. Znajdziecie miłość i nienawiść, którą wyzwalała choroba upadającego imperium. Znajdziecie niesamowity zapał do działania, który udzielał się poznańskim skautom i konspiratorom. Znajdziecie wreszcie piękną, prawdziwą scenę spotkania głównego bohatera mojej książki, Józefa Gabriela Jęczkowiaka z Komendantem Józefem Piłsudskim w Warszawie, do której doszło w dniu 10 listopada 1918 roku. Śmiem twierdzić – a potwierdzają to historycy, fachowcy od tamtej epoki – że od tego spotkania zaczęło się wyzwalanie stolicy, które dziś, po latach, obchodzimy jako Święto Niepodległości 11 Listopada. Ten właśnie fragment „Cwaniaków” przeczytacie TUTAJ. Dobrego odbioru!

 „CWANIAKI” CORAZ BLIŻEJ

O mojej najnowszej książce (premiera 31 października), o „Pokuszeniu” – i o planach na przyszły rok – opowiedziałem w rozmowie z Przemysławem Poznańskim z literackiego bloga zupelnieinnaopowiesc.com. Miłośnicy serii Kryptonim Posen z komisarzem Kaczmarkiem w roli głównej będą zapewne zadowoleni z jego rychłego powrotu… Cały wywiad znajdziecie TUTAJ. (zdjęcie pochodzi z festiwalu Granda’ 2018)

 „CWANIAKI” Z 1918 ROKU

To będzie moja cegiełka na stulecie odzyskania niepodległości. Lekko awanturnicza, trochę przygodowa, a nawet sensacyjna powieść o trójce młodych Polaków, którzy w 1918 r. „urwali się” ze smyczy zaborcy, by odzyskać wolny kraj. Pisana w dużej mierze na faktach. Dziś po raz pierwszy prezentuję okładkę książki „Cwaniaki”, autorstwa Magdaleny Zawadzkiej. Premiera książki przewidziana jest na 30 października. A jej pierwszy fragment można przeczytać TUTAJ. Zapraszam!

 ZOBACZMY SIĘ NA GRANDZIE

Mamy już wrzesień, a skoro tak, to jest okazja do radości: już niebawem Poznański Festiwal Kryminału Granda! To już czwarta jego odsłona – mogę się pochwalić, że byłem przy jego narodzinach. Tym razem miłośnicy kryminałów i literatury sensacyjnej spotkają się w Poznaniu w dniach 21-23 września. Szczegółowy program imprezy znajdziecie TUTAJ. Dodam tylko, że wśród sław nie zabraknie m.in. Katarzyny Bondy, Remigiusza Mroza czy Wojciecha Chmielarza, a gośćmi zagranicznym będą tym razem Jorn Lier Horst i Rachel Abbott.

W tak szacownym gronie znajdę się i ja. W sobotę 22 września o godz. 19.30 wezmę udział w Gali Premier (Aula Artis, ul. Kutrzeby 10), prezentując „Pokuszenie”. A w niedzielę o godz. 13.30 (w Pawilonie przy ul. Ewangelickiej 1) wraz z Joanną Jodełką i Małgorzatą Rogalą opowiemy o tym, jak konstruujemy naszych bohaterów.

Z kolei w sobotę 22 września wraz z Maszyną do Pisania zapraszam na bezpłatne warsztaty pisarskie. Więcej szczegółów znajdziecie TUTAJ. Do zobaczenia w Poznaniu!

 RESET W BIESZCZADACH

Niedawno wróciłem z Bieszczadów, gdzie – na szczęście skutecznie – uciekłem od myśli o planach pisarskich i wydawniczych. Wyjazd był udany, góry piękne, wędrówki pokrzepiające. Ale koniec urlopu zbliża się nieubłaganie. A wraz z nim – powrót do kilku projektów. O najbliższym napiszę już niebawem – ukaże się wszak już jesienią. To będzie powieść historyczna z wątkami sensacyjnymi. Próbkę znajdziecie w zakładce FRAGMENTY. Dobrej lektury! 😉

 PIERWSZE RECENZJE „POKUSZENIA”

Pół miesiąca od oficjalnej premiery książki pojawiają się pierwsze recenzje.

„Nieszablonowi bohaterowie, wciągająca fabuła i genialnie wplecione autentyczne bitwy i historyczne wydarzenia powodują, że od „Pokuszenia” nie sposób się oderwać. Piotr Bojarski to kolejny polski autor, na którego książki warto zwrócić uwagę” – poleca zksiazkanakanapie.blogspot.com.

„Piotr Bojarski zabrał mnie w przeszłość, w czasy kiedy największą wakacyjną przygodą było poszukiwanie zaginionego skarbu. Wywołał tęsknotę z której nie zdawałam sobie sprawy…” – komentuje czytankanadobranoc.blogspot.com

„Tym razem autor wysłał swojego bohatera z Poznania do Wschowy, małego miasta między Lesznem a Głogowem. Dało to autorowi możliwość skonstruowania powieści łączącej w sobie elementy kryminału i powieści przygodowej. Inaczej bowiem niż w Biegaczu, pisarz nie skupia się na aktualnej tematyce politycznej i niedawnej historii, ale buduje fabułę w oparciu o wydarzenia z przeszłości, w których Wschowa odegrała istotną rolę. Taki zamysł pozwolił Bojarskiemu udanie spleść ze sobą wątki autentyczne i fikcyjne, niezbędne do wykreowania intrygi w powieści. Wprawdzie nie jest to zabieg specjalnie odkrywczy, ale w przypadku nowej książki o Popiołku sprawdził się do tego stopnia, że od lektury trudno się oderwać” – zauważają www.nowalijki.com.pl

„To była jedna z tych książek, przy których jak mantra powtarzałam sobie słowa „jeszcze jeden rozdział i idę spać”. I takim sposobem dotarłam do końca, nawet nie wiedząc kiedy. Za każdym razem, gdy już miałam odłożyć książkę i iść spać, działo się coś takiego, że musiałam wiedzieć, co będzie się działo dalej” – wyznaje czytelnia-mola-ksiazkowego.pl. Dziękuję!

 „POKUSZENIE” PACHNIE FARBĄ

Bardzo lubię tę chwilę, kiedy mogę wreszcie zobaczyć, chwycić w dłoń, powąchać świeżo wydaną książkę, nad którą wcześniej ślęczałem przez tyle wieczorów, widząc ją tylko na ekranie. To jednak kawał satysfakcji! Nie inaczej było tym razem, gdy odebrałem z wydawnictwa Czwarta Strona egzemplarze autorskie „Pokuszenia”. Zapewniam, że książka jest naprawdę ładna 😉 Przekonacie się o tym już niebawem, w księgarniach powinna zadebiutować 4 lipca. A wcześniej, bo już 26 czerwca (we wtorek) zapoznają się z nią mieszkańcy Wschowy – o czym poniżej.

 WSCHOWA I TAJEMNICA TAJEMNIC

Wiem, wiem – ta fraza to dość zgrana karta z czasów książek Nienackiego. A jednak – posiłkując się nią – chciałbym zaprosić wszystkich moich przyjaciół, kolegów i Czytelników ze Wschowy na prapremierę powieści „Pokuszenie”, bo nieźle oddaje istotę tej fabuły. Gdzie? Oczywiście we Wschowie, w bibliotece publicznej na placu Farnym. Kiedy? We wtorek 26 czerwca o godz. 18. A dlaczego? Bo to książka, której akcję umieściłem celowo właśnie we Wschowie – miasto na to zdecydowanie zasługuje. Na miejscu będzie można nabyć „Pokuszenie” – i zdobyć autograf 😉Przyjdziecie? Zatem do zobaczenia!

SZANSA NA „JUNI”

Jeszcze nie czytaliście? To polecam Wam najnowszą szansę, by zdobyć tę powieść. Dzięki Wydawnictwu Miejskiemu Posnania mam dla Was aż 3 egzemplarze mojej książki, która wygrała dwa lata temu konkurs na najlepszą powieść o Poznaniu. To sensacyjna historia rozgrywająca się w 1956 roku, z wątkiem miłosnym i pewną tajemnicą. Co zrobić, by ją wygrać? Niewiele. Szczegóły znajdziecie TUTAJ . Powodzenia!

 OTO OKŁADKA „POKUSZENIA”!

Nawiązuje w czytelny sposób do „Biegacza”, pierwszego elementu serii z Popiołkiem. Prace nad nią trwały od kilku miesięcy, efekt końcowy pozostawiam Waszej ocenie. Ja jestem bardzo zadowolony.

 UDAWAŁEM PRZYSTOJNIAKA

Skoro za mną sesja zdjęciowa w Ewa So Studio, to może ona oznaczać tylko jedno: do „Pokuszenia” mały krok. Efekty sesji zobaczycie na skrzydełku książki, a samą powieść – już 4 lipca w księgarniach. Mam nadzieję, że się skusicie i kupicie ją na wakacje 😉

 KACZMAREK ZNOWU NA TROPIE

Dobre wieści dla miłośników śledztw komisarza Zbigniewa Kaczmarka. Wiele wskazuje na to, że wydany w 2015 r. „Arcymistrz” nie będzie jego ostatnim słowem. Nowej – szóstej już – odsłony przygód „Binia” możecie się spodziewać w przyszłym roku. Na razie zdradzę tylko tyle, że akcja nowej powieści rozgrywać się będzie latem 1931 roku. Oczywiście w Poznaniu. Trzymajcie kciuki za Kaczmarka – i za autora 😉

 „BIEGACZ” DOBIEGŁ DO FINAŁU

Już udział w takim gronie jest dużym zaszczytem. „Biegacz” znalazł się w siódemce książek-finalistek konkursu o Nagrodę dla Najlepszej Polskiej Miejskiej Powieści Kryminalnej Roku 2017! Oprócz mojej powieści o tytuł ubiegają się jeszcze „Milczenie jest srebrem” Ryszarda Ćwirleja, „Pięć czaszek” Tomasza Konatkowskiego, „Mock. Ludzkie zoo” Marka Krajewskiego, „444” Macieja Siembiedy, „Czas herkulesów” Marcina Wrońskiego i „Wzgórze psów” Jakuba Żulczyka. Rozstrzygnięcie – 14 kwietnia, oczywiście w Pile. Trzymajcie kciuki za Popiołka!

 WIDZIMY SIĘ NA TARGACH KSIĄŻKI!

Miło mi poinformować, że w niedzielę 25 marca spotkam się z Czytelnikami podczas kolejnej edycji Poznańskich Targów Książki (sala konferencyjna na antresoli pawilonu nr 1 Międzynarodowych Targów Poznańskich). Liczę nas Wasze odwiedziny! Wstęp na targi oczywiście bezpłatny. Do zobaczenia!

 DO ZOBACZENIA NA NARAMOWICACH

Serdecznie zapraszam na moje spotkanie autorskie, które odbędzie się 24 lutego (sobota) o godz. 12. w nowej filii Biblioteki Raczyńskich na Naramowicach, na ulicy Rubież 14a/37. W trakcie spotkania zdradzę, nad czym obecnie pracuję i co przygotowałem dla Szanownych Czytelników na ten rok. Do zobaczenia!

 KURS PISARSKI W DOBRYM TOWARZYSTWIE

Kręci Was pisanie o historii? Chcecie sprawdzić swoje umiejętności pisarskie? Mieszkacie w Wielkopolsce? Weźcie zatem udział w konkursie na opowiadanie o powstaniu wielkopolskim. 18 najlepszych z Was w nagrodę – bezpłatnie – będzie w maju uczestnikami 3-dniowego kursu, który poprowadzą Sylwia Chutnik, Przemysław Semczuk i moja skromna osoba. To podczas kursu powstaną opowieści, które potem zostaną wydrukowane. Więcej o inicjatywie Maszyny do Pisania i Urzędu Marszałkowskiego w Poznaniu – znajdziecie TUTAJ. Do dzieła! I do zobaczenia na kursie!

 „BIEGACZ” W ZACNYM GRONIE

Miło mi donieść, że „Biegacz” znalazł się wśród 67 książek, które powalczą o miano Najlepszej Polskiej Miejskiej Powieści Kryminalnej roku 2017. Nominacje jak co roku rozdał portal kryminalnapila.pl Moja książka została nominowana w tym konkursie bodaj po raz pierwszy. Dziękuję.

A TO CI NOMINACJA!

Brrr… Kto by się tego spodziewał? Okładka „Biegacza” otrzymała nominację do nagrody… Złotego Kościeja 2017, czyli wyróżnienia w kategorii literatury z dreszczykiem. Powiało kryptą… Więcej informacji o tej osobliwej nominacji – tutaj. Zagłosujecie?

 „POKUSZENIE” W LIPCU

Pochodzę ze Wschowy, dawnego miasta królewskiego na pograniczu Wielkopolski i Śląska. Przez wieki wydzierali ją sobie książęta wielkopolscy i śląscy – a potem Niemcy i Polacy. Miasto pojawia się – w epizodach – w dwóch moich książkach: 1956 Przebudzeni oraz Rache znaczy zemsta.

 W ubiegłym roku obiecałem publicznie, że kiedyś zrobię z niej pełnoprawnego bohatera 🙂 – i słowa dotrzymam. Już wiadomo, że we Wschowie toczyć się będzie akcja mojej nowej powieści Pokuszenie. To kontynuacja serii z Bogdanem Popiołkiem, bohaterem znanym Wam z Biegacza. Belfer z Poznania wyjedzie tam latem 2017 r., by nieco odpocząć. Znowu jednak dopadnie go tajemnicza historia, wobec której nie pozostanie obojętny… We Wschowie dojdzie do zagadkowego morderstwa, które pociągnie za sobą splot zaskakujących wydarzeń.

Na pomysł umiejscowienia akcji w rodzinnym mieście wpadłem latem 2016 roku. Od dawna o tym marzyłem, ale konkretny plan rozbłysnął w mojej głowie, gdy we wschowskim muzeum stanąłem przed pewnym obrazem… A potem odwiedziłem inne miejsca planowanej akcji…     

Premiera książki – lipiec 2018.

 „BIEGACZ” NA WOŚP

Miło mi poinformować, że dzięki życzliwości wydawnictwa Czwarta Strona trzy egzemplarze Biegacza trafiły na licytację Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, organizowaną przez sztab w Brukseli. Jak donoszą mi brukselscy przyjaciele, książki wstydu nie przyniosły. Jedna poszła za 50 euro, inna na internetowej licytacji – za 72 zł. Dziękuję, że mogłem w tym uczestniczyć.

Zobacz moje ostatnie wpisy

Widzimy się na Grandzie?
Szybkimi krokami zbliża się Poznański Festiwal Kryminału Granda. W tym roku Granda odbędzie się w dniach 18-20 września, oczywiście w Domu Studenckim „Hanka”. Ale nie...
Czytaj więcej "Widzimy się na Grandzie?"
„Na całego” – pierwsze recenzje
Mija miesiąc od premiery mojej powieści „Na całego” – książki historycznej o posmaku sensacyjno-szpiegowskim. Miło mi odnotować, że pojawiają się pierwsze recenzje książki. Cieszy mnie,...
Czytaj więcej "„Na całego” – pierwsze recenzje"
O historii i innych demonach
Szanowne Czytelniczki i Czytelnicy, pięknie dziękuję za bardzo ciepłe, serdeczne spotkanie online, poświęcone mojej nowej powieści „Na całego”, ale również historii i innym moim pasjom....
Czytaj więcej "O historii i innych demonach"
Namawiam Was „Na całego”
To już dziś. Oficjalną premierę ma moja nowa powieść „Na całego”. Wiedziałem, że muszę ją napisać od momentu, kiedy w 2018 r. wydałem „Cwaniaków”. Wiedziałem,...
Czytaj więcej "Namawiam Was „Na całego”"

Fragmenty

W tym samym czasie w Savoyu

Krople deszczu biły uporczywie w szybę okna apartamentu na drugim piętrze.

Mimo wszystko denerwował się.

Nie chciał się do tego przyznać, ale niepewność co do pokazu sztucznych ogni wybiła go z dobrego samopoczucia. I choć wykonywał już porównywalne misje w niejednej europejskiej stolicy, to jednak tym razem nie potrafił odciąć się od myśli o niesprzyjających warunkach. Ulewa za oknem bynajmniej nie słabła, a powierzchnią sporych kałuż na nierównej ulicy targał dodatkowo porywisty wiatr. Nie wróżyło to najlepiej szansom oddania celnego strzału.

Pocieszał się, że do pokazu musi dojść, skoro na rozległym trawniku przy fontannie operowej krzątają się jacyś bliżej niezidentyfikowani ludzie. Ustawiane przez nich z dużym trudem konstrukcje przypominały coś w rodzaju instalacji pirotechnicznych, w panującym wszakże półmroku „Adler” nie miał absolutnej pewności. Bardziej domyślał się, niż wiedział. I na tym budował swoją nadzieję.

Tkwił z bronią przy oknie ciemnego apartamentu, spoglądając coraz natarczywiej na tarczę swojego zegarka z fosforyzującymi wskazówkami. Zdawał sobie sprawę, że kiedy już będzie musiał oddać strzał lub strzały, zostanie mu na to ledwie kilka-kilkanaście sekund. Tylko na tak krótki czas mógł otworzyć płachtę okna i wysunąć z niego krótką lufę „Truppo Speciale”, by już na wstępie uniknąć  dekonspiracji. Oddanie strzałów w sposób niezauważony z zewnątrz było warunkiem jego udanej ewakuacji z budynku hotelu. Tę trasę miał już opracowaną w najmniejszych detalach”.


„W końcu 1938 roku Fiedler wzbudza w stolicy powszechne zainteresowanie. Gdziekolwiek pojawi się czterdziestoczteroletni, postawny literat z charakterystycznym zawadiackim wąsem, natychmiast ustawia się wokół niego wianuszek miłośników, a zwłaszcza miłośniczek jego zamorskich przygód, rozpropagowanych szeroko przez prasę i książki. Skrycie kocha się w nim niejedna warszawianka.

– To był przystojny mężczyzna, opromieniony swoimi zamorskimi wyprawami. To było właśnie wtedy dziwne: poznaniak, w młodości rzeczowy handlarz jajkami motyli, podbił Warszawę. Dlatego budził ciekawość pań – komentuje Adam Kochanowski, wieloletni dziennikarz kulturalny Polskiego Radia i TVP i dobry znajomy Fiedlera w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych.

Któregoś jesiennego dnia 1938 roku w warszawskiej kawiarni „Zodiak” przy ulicy Traugutta niemal wpada na Fiedlera wybitna artystka plastyczka Zofia Stryjeńska. Jej obrazy, Wędrowców i Grajka, Fiedler widział na MS „Piłsudskim”.

„Nagle spostrzegłam przed sobą wśród tłumu publiczności faceta o żółtych zębach i rybich oczach, od którego uderzały na mnie tak silne promienie intelektualne, że zdrętwiałam jak apostołowie w Przemienieniu Pańskim na wzgórzu, gdy zawołali: »Panie, pozwól nam tak pozostać, bowiem czujemy błogość niewypowiedzianą«” – zapisała czterdziestosiedmioletnia wówczas Stryjeńska w pamiętnikach.

Dowiedziawszy się, że facet o rybich oczach to ów słynny Fiedler, którego książkami tak się zachwycała, a który wrócił był właśnie z Madagaskaru, by napisać o nim kolejną książkę, błyskawicznie zapoznaje się z pisarzem i zaprasza go na obiad. „Duch mój przystroił się w sosnowe gałązki »żywicą pachnące«, a »ryby śpiewały w Ukajali« wielkie Alleluja” – wspominała.

Umalowana i pachnąca chanel nr 5 Stryjeńska z wrażenia spóźnia się na obiad. Ale wymarzone spotkanie nie przebiega po jej myśli. „Myślał, że naciął się na wampa szukającego podniety zmysłowej, i naopowiadał mi relacji o swoich miłościach w egzotycznych krajach. Do słowa mi przyjść nie dał, a o niczym innym nie mówił, tylko o świństwach, czego okropnie nie lubię” – zanotowała zniesmaczona Stryjeńska. „Tak mnie to zgasiło, a potem wściekło, że zaraz po pożegnaniu poleciałam jak zraniona do Polyhymnia i posłałam pierwszego napotkanego koleżkę do drogerii po kilka paczek prezerwatyw”.

Opakowany w różową bibułkę, przewiązaną złotym sznurkiem prezent wraz z wiązką kwiatów został doręczony, jak napisała Stryjeńska, „pracowitemu erotycznie pisarzowi z życzeniami dalszych sukcesów”.

Fiedler odpowiada w swoim stylu: przysyła Stryjeńskiej orchideę i list. „Jestem niezmiernie wdzięczny za prezent i kwiaty, wystarczy mi to jednak na bardzo krótko” – pisze.

I zaprasza ją do Simona na kolację w towarzystwie kilku przyjaciół.

***

Czasy – a może raczej rządzący – wymagają od ludzi kultury jasnego określenia się. W maju 1950 roku Fiedler dołącza z gronem poznańskich literatów – Eugeniuszem Pauksztą, Stanisławem Hebanowskim, Romanem Brandstaetterem i Egonem Naganowskim – do apelu II Światowego Kongresu Obrońców Pokoju, zorganizowanego w listopadzie 1950 roku w Warszawie z dużym rozgłosem propagandowym. Kongres potępia Amerykanów i Brytyjczyków, zaangażowanych w wojnę w Korei. Do Warszawy przybywają komunizujący intelektualiści z 22 krajów świata, między innymi chilijski pisarz Pablo Neruda, włoski socjalista Pietro Nenni, Heriberto Jara z Meksyku, Francuz Gabriel d’Arboussier czy Ives Farge, francuski laureat Międzynarodowej Nagrody Stalinowskiej. Za wszystkim stoi interes propagandowy ZSRR. Kongres ma wywierać presję na kraje zachodnie, by ograniczyły wydatki na zbrojenia.

Fiedler musi zdawać sobie sprawę z tego, w czym uczestniczy. „Głos Wielkopolski” drukuje jego osobiste stanowisko: „Wielką ideą obecnej epoki jest pokój. A raczej obrona pokoju. Kilka tysięcy prowodyrów na kluczowych stanowiskach swego ginącego świata – widząc, że nieodmienny bieg historii zagraża ich dotychczasowym przywilejom – prowodyrów ogarniętych szałem desperatów – chciałoby wplątać w nową wojnę resztę ludzkości, przeszło dwa miliardy ludzi. Od świadomości i postawy tych dwóch miliardów ludzi zależeć będzie, czy zezwolą na to, by się wzajemnie zabijać w niewłaściwym interesie, dla dobra wrogiej sobie garstki podżegaczy”.

Wiosną 1951 roku Fiedler wchodzi w skład Obywatelskiego Wojewódzkiego Komitetu Obchodów 1 Maja. W maju 1951 roku uczestniczy w Poznaniu w konferencji pracowników nauki, kultury i sztuki poświęconej Narodowemu Plebiscytowi Pokoju. „Gazeta Poznańska”, organ PZPR, w relacji z konferencji przedstawia go jako „delegata” Komitetu Wojewódzkiego partii – choć Fiedler do PZPR nie należy.

W październiku 1952 roku Fiedler uznaje, że powinien jeszcze mocniej dostosować się do nowych oczekiwań i zaangażować po stronie socrealistycznej rzeczywistości. Na łamach „Nowej Kultury” składa osobliwą samokrytykę własnej twórczości: w tekście Rękojmia dobrego jutra przyznaje, że w jego wcześniejszych książkach podróżniczych „obraz spraw ludzkich, a więc stosunków politycznych, gospodarczych, etnicznych, kulturalnych przedstawiał się mętnie, opacznie, wręcz kłamliwie”. Tłumaczy, że przebywał w koloniach zachodnich mocarstw, przyjmując ich punkt widzenia. „Kto przemierzał szlaki owego rozkładającego się świata, kto własnym doświadczeniem doznawał jego matactw (…) ten ze szczególnym zrozumieniem, więcej: ze szczególną miłością i podziwem odczuwa to, co dzieje się u nas w Polsce – tworzenie się nowego, lepszego świata. Nie jest to łatwe tworzenie i nie ma tu bukolicznych sielanek, bo jakże by miało być, kiedy toczy się walka – twórcza, pokojowa walka – o tak wysoki cel, jakim jest przebudowa człowieka na lepszą istotę i stworzenie mu sprawiedliwych podstaw gospodarczych? Czego nie ma w tamtym, ginącym świecie, tu u nas jest: uczciwy plan, jasna droga. A na tej drodze wznoszą się czytelne dla wszystkich, krzepiące drogowskazy: Plan 6-letni, uchwalenie Konstytucji, Front Narodowy, wybory do Sejmu” – pisze Fiedler.

Swój felieton kończy obrazkiem z podróży pociągiem do Poznania. Wspomina o potężnych zakładach im. Stalina i „nowej dumie budownictwa socjalistycznego: olbrzymiej fabryce maszyn rolniczych”. Te zakłady nazywa „rękojmią dobrego jutra” dla niego i jego rodziny.

Na pewno wie, że najlepszą rękojmią dobrego jutra dla niego i rodziny jest ten felieton.



Poznań, wtorek 30 czerwca 1931 roku wieczorem

Profesor uchylił okno, wpuszczając do swojego gabinetu rześkie, wieczorne powietrze znad Świętego Marcina. Stukot końskich kopyt mieszał się z głuchym pomrukiem silnika automobilu. Miasto kładło się z wolna do snu. Zapowiadała się ciepła noc, ale naukowiec nie myślał jeszcze o odpoczynku. Zamiast tego podszedł do biurka i pochylił się nad kartką pełną tajemniczych wykresów i obliczeń.

– Ach, że też tego wcześniej nie zauważyłem… – mruknął nagle sam do siebie i zasiadł w głębokim fotelu, chwytając znowu za niedawno odłożone pióro.

Na jego skupionej twarzy pojawił się uśmiech zawodowej satysfakcji. Wolną dłonią poczochrał falę siwych włosów nad czołem, a prawą – skreślił kilka wcześniej zapisanych linijek i zapisał nowe, z wigorem i pasją zdradzającą prawdziwą przyjemność. Mimo niemal 59 lat kochał te wieczorne szarady, lubił przed powrotem do domu pogimnastykować mózg, zanim znowu popadnie on w rodzaj bezwładu. Funkcje eliptyczne, rachunek różniczkowy czy teoria szeregów – to były jego ukochane poletka. Gdy nad nimi siadał z piórem w dłoni, świat za oknem przestawał dla niego istnieć. „Istota matematyki zawiera się w jej wolności” – doskonale pamiętał tę myśl Georga Ferdinanda Cantora. Tyle że w jego wykonaniu istota matematyki zawierała się w wielogodzinnym zniewoleniu – nad biurkiem i zadaniem. Czuł się wolny dopiero wtedy, gdy strumień świadomości gdzieś w tyle głowy pozwalał mu pokonać nawet najtrudniejsze logiczne zakręty.

Szlachetny obłęd zwany matematyką opanował go również tego letniego wieczoru. Pochylony nad biurkiem i pochłonięty rozwiązaniem nawet nie usłyszał dziwnego stukotu, dobiegającego gdzieś zza ściany. Bo też nikt lub nic nie było w stanie oderwać go od zagadki, za którą właśnie się zabrał. Zaaferowany bliskością sukcesu nie zwrócił uwagi na coś jakby szuranie, czy może raczej szmery, które dochodziły gdzieś zza jego pleców, z jednego z kątów jego przestronnego gabinetu.

Zamiast tego machnął ręką, jakby odganiał niewidoczne stado komarów i szybkim ruchem włączył ażurową lampę, stojącą w rogu biurka. Światło rozbiegło się po ścianach jak rozbita mozaika, nie odrywając go wszakże od zadania.

– A gdyby tak jeszcze… – szepnął i z radości puknął się wolną dłonią w czoło.

Zupełnie, jakby chciał powiedzieć:

– Ależ z ciebie matołek, Zdzisiu! Ależ matołek!

Szuranie i ciche szmery zostały gdzieś za nim… Ignorował je zupełnie, nie odrywając wzroku i myśli od królowej nauk. Już był przecież tak blisko! Rozwiązanie zdawało się na wyciągnięcie ręki…

Gdyby choć na moment odwrócił się w stronę, z której dobiegały dziwne odgłosy, zdziwiłby się niepomiernie. A jednak nie pozwolił rozproszyć swoich myśli.

Tego lipcowego wieczoru był to jego jedyny błąd.

Zrozumiał to jednak za późno.

O wiele za późno.



 

Chwilę później sto metrów dalej, Warszawa, na ul. Moniuszki 2

Oficer przebiegł szybkim wzrokiem krótką notkę.

– Proszę tu poczekać – rozkazał i ruszył do saloniku, tłukąc szablą po podłodze.

W progu saloniku stuknął obcasami i zameldował:

– Łącznik z Poznania na wezwanie!

– Dawać go tu szybko! – przejęty Jęczkowiak usłyszał gromką komendę.

Osobliwy oficer z szablą machnął na niego ręką. Poznaniak ruszył rezolutnie przed siebie. Gdy wszedł do salonu, omiótł go szybkim spojrzeniem.

Piłsudskiego poznał natychmiast – po czarnym sumiastym wąsie. Komendant był w mundurze, siedział w głębokim fotelu, obok niego stali Styk i młody Rudnicki. Ten ostatni, z wąsem stylizowanym na Piłsudskiego, uśmiechnął się ukradkiem do Jęczkowiaka. A może nawet dla dodania otuchy mrugnął do niego okiem?

Jęczkowiak stanął na baczność i zasalutował. Przez głowę przeleciała mu myśl, że jeszcze miesiąc wcześniej razem z druhem Wierzejewskim klecili misternie akcję, która miała odbić Piłsudskiego z więzienia…

– Kanonier Józef Gabriel Jęczkowiak z pe-o-wu zaboru pruskiego melduje się na rozkaz! – wyrecytował jak z nut.

Dopiero teraz mógł spojrzeć na Piłsudskiego. Komendant miał szarą, przemęczoną twarz i zaczerwienione, podkrążone oczy. Znać po nich było męczącą podróż z Niemiec i trudy ostatnich dni. Nerwowo targał prawą dłonią koniec wąsa, uważnie wpatrując się w przybysza. Raz czy dwa zakaszlał, przyciskając lewą dłoń do piersi.

Pod ciężarem jego wzroku Jęczkowiak stracił nieco odwagi. Stał jednak w oczekiwaniu na rozkazy.

– Powiadają mi, że macie pod komendą już kilkuset chłopa – odezwał się Piłsudski.

– Melduję posłusznie, że ponad dwustu. Wszyscy zgrupowani w dziesiątkach, czekają na polecenia.

– Skąd nimi kierujecie?

– Z kwatery na Żurawiej, panie komendancie.

– Wszystko w ścisłej konspiracji?

– Tak jest!

Komendant podniósł się z fotela i stanął przed Jęczkowiakiem. Byli podobnego wzrostu, więc ich spojrzenia zbiegły się w jednej chwili. Spojrzenie Piłsudskiego było dogłębnie świdrujące, niemal bolesne. Młody łącznik z Poznania powstrzymał jednak pierwszy odruch i ani drgnął powieką.

– Zuchy-chłopaki! – pochwalił go Komendant. – Takich nam teraz trzeba! Właśnie takich!

Szybkim krokiem obszedł Jęczkowiaka dookoła, wpatrując się w niego jak w żołnierza, którego musi wysłać natychmiast na pole minowe.

– No dobrze – powiedział. – A czy tą waszą organizacją możecie wywołać rewolucję w całym garnizonie warszawskim?

Jęczkowiak poczuł, że drży mu policzek. Nie spodziewał się pytania sformułowanego tak wprost. I tak nagle. Takiego pytania!

– Czy… Czy pan Komendant mógłby mi wytłumaczyć, co należy rozumieć jako rewolucję? – zapytał przytomnie.

– A to ci chwat! – Piłsudski aż klasnął w dłonie, wyraźnie rozbawiony. – Takich lubię! Nie udaje, że czegoś nie wie albo nie rozumie, tylko dopyta przełożonego! A to dobre, to dobre…

Komendant znowu zrobił kilka kroków, tym razem tam i z powrotem, po czym zatrzymał się znowu przed poznaniakiem i położył dłoń na jego ramieniu.

– Musisz wiedzieć, przyjacielu, że cesarstwo niemieckie jest w tej chwili jak trup. Idzie do przodu siłą przyzwyczajenia, ale nie wie, że przed chwilą dostał kulę i już go nie ma – wyjaśnił powoli, cedząc słowa. – I widzisz, mój przyjacielu… My mamy misję humanitarną. Ty masz taką misję. Trzeba temu trupowi pomóc się przewrócić. Bo jak się przewróci, wtedy już na pewno nie wstanie…

PIERWSZE STRONY „CWANIAKÓW” MOŻECIE PRZECZYTAĆ TUTAJ

FRAGMENTÓW „CWANIAKÓW” MOŻECIE POSŁUCHAĆ NA STRONIE DWÓJKI POLSKIEGO RADIA



„(…) Upał był nieznośny, dawał nam po karkach i niczym nieosłoniętych głowach. Już pierwszy rzut oka na okolicę nie dawał dużych nadziei na spotkanie potencjalnej informatorki. Na postoju nie było żadnego tira, najwyraźniej warunki pogodowe były przesadnie dobre i – paradoksalnie – nie sprzyjały świadczonej tu rekreacji.

Pokręciliśmy się zawiedzeni po pustej przestrzeni. Nigdzie nie zauważyłem zmęczonej życiem kobiety w wyzywająco czerwonej miniówce. Tirówka chyba zrozumiała, że tego dnia nie będzie ruchu w interesie. A więc z rozmowy nici…

– Nie ma jej – powiedziałem. – Zbierajmy się.

– Tak, to był chyba głupi pomysł – przyznał Marek i ruszył w stronę samochodu.

Wlokłem się za nim, szurając butami po żwirze. Czułem głód i wzbierającą złość. Może by tak zjeść obiad w Hubertusie?

– Hej, panie znajomy! – usłyszałem gdzieś z boku damski głos. – Szuka mnie pan? Dzisiaj okazja, duży rabat!

Marek też to usłyszał. Przystanęliśmy zaskoczeni, rozglądając się na boki. Dopiero po dłuższej chwili zorientowałem się, skąd ona do nas mówi. Siedziała w cieniu drzew, skryta w przykurzonym fiacie panda. Zaparkowała sprytnie, schowana z jednej strony przed słońcem, z drugiej przed wzrokiem klientów zajazdu. Z tego miejsca miała doskonały widok na postój dla ciężarówek. Tyle że tym razem jej teren łowiecki był cichy jak nigdy.

Dałem Markowi znak, by poczekał przy samochodzie, a sam ruszyłem ku fiatowi. Tirówka wystawiła przez uchylone drzwi swoje długie nogi, łapiąc ostre słońce. Zupełnie nie wiem po co: od solarium były już niemal koloru hebanu. Na mój widok na jej mocno umalowanej twarzy pojawił się wulgarno-ironiczny uśmieszek.

– Już myślałam, że zabawimy się w trójkącik – zagadnęła.

– Może innym razem – zażartowałem, choć ona odebrała to całkiem serio.

– A co dzisiaj, panie detektywie? Szybko i ostro za dwieście? Czy może znowu smętne gadki za nędzne pół stówy?

– Miał być jakiś rabat – rzuciłem kąśliwie. – Chciałem pogadać. Mam ważny temat.

– To będzie bez rabatu, panie i władco.”



„Koszałka Opałka zobaczyłem raz jeszcze – następnego dnia wieczorem. A właściwie jego drogie adidasy. Rozpoznałem je na ekranie telewizora. Wystawały spod czarnej folii, którą funkcjonariusze w mundurach nakryli zwłoki, wsuwane pospiesznie do policyjnego wozu. Z wrażenia rozlałem jogurt, brudząc sprawdziany leżące na ławie przed moim tapczanem. A zaraz potem, nie zwracając uwagi na skutki tej katastrofy, sięgnąłem po pilota, by podnieść poziom głosu.

…Do morderstwa doszło wczoraj w godzinach popołudniowo-wieczornych w ustronnym, rekreacyjnym miejscu na obrzeżach Poznania. Według naszych ustaleń, ofierze zadano cios nożem w klatkę piersiową. Motywy zbrodni nie są na razie znane. Policja odmawia wszelkich komentarzy… – prezenter lokalnego programu informacyjnego wypowiadał słowo za słowem minorowym tonem.

W kilkusekundowej migawce pokazano miejsce znalezienia ciała: wygniecioną suchą trawę pod rachityczną sosną. I słupki z pniaków blokujące samochodom wjazd do lasu. Chwilę później na ekranie pojawiła się twarz rzecznika lokalnej policji. Wyglądał na zirytowanego pytaniami dziennikarzy o to, kim była ofiara napaści.

– A skąd pan wie, że to była napaść? – zjeżył się.

– Przecież sam nie zadał sobie takiej rany! – błysnął refleksem reporter TVP.

– Na obecnym etapie śledztwa nie udzielamy żadnych informacji – uciął nerwowy dialog policjant.

Zaraz potem nastąpiła zmiana tematu i prezenter serwisu informacyjnego zajął się zasadami wypłacania pieniędzy z rządowego programu „500 plus”.

Siedziałem przed ekranem jak sparaliżowany. Uświadomiłem sobie, że wczoraj po południu byłem prawdopodobnie ostatnim człowiekiem, który widział brodacza w wieku przedemerytalnym żywego. I dosłownie mnie zatkało.

Moja pierwsza myśl: to przecież mogłem być ja. Napastnik musiał się czaić gdzieś przy leśnej alejce. Być może nawet widział mnie, zanim zaatakował Koszałka. Mój Boże, jak absurdalny wydał mi się nagle ten pseudonim nadany ad hoc nieznajomemu!

Zaraz potem pomyślałem, że policja na pewno szuka świadków zdarzenia. A ja przecież coś widziałem. No właśnie, tylko co? I czy jestem pewien, że rzeczywiście mam śledczym do przekazania coś interesującego? A jeśli mnie wyśmieją? W końcu, mogę im co najwyżej opisać denata. Tyle że jego rysopis znają już aż za dobrze…

Nagle poczułem ciarki na plecach.

Dwójka biegaczy!

Przecież pobiegli za tym gburem!

A jeśli…

W jednej chwili zrozumiałem, że widziałem znacznie więcej, niż początkowo sądziłem. Widziałem, ale czy zobaczyłem?

Chwyciłem długopis, odsunąłem od siebie dwa pobrudzone jogurtem sprawdziany i odwróciłem kartkę trzeciego, czystego. Na gorąco zacząłem na niej spisywać wszystko to, co impulsywnie wyrzucał z siebie twardy dysk mojej pamięci. Wynotowałem kilkanaście punktów, poczynając od godziny, o której widziałem przyszłego denata, i jego zachowania, a kończąc na fizjonomiach dwójki biegaczy, podążających jego śladem. Takie zawodowe zboczenie, wyniesione ze studiów. Spis wyglądał wprawdzie jak chaotycznie sporządzona lista zakupów, ale nie dbałem o to. Liczyło się przecież to, co zapisałem.

Zerknąłem za okno. Ciemności kryły już ziemię, jak napisał niegdyś pewien polski pisarz. Był wprawdzie marzec, ale przed dziewiętnastą nawet on musiał uznać wyższość praw natury. Gdzie tu jest najbliższa komenda policji?

Gdy chwyciłem kluczyki, wiedziałem już, dokąd pojadę. W tyle głowy tliła się nadzieja, że może wniosę coś istotnego do śledztwa. W końcu coś zobaczyłem. Tylko co?”



Przed wejściem do szpitala miejskiego nr 2 od strony ulicy Zacisze stała warta, złożona z dwóch żołnierzy w pełnym wyposażeniu bojowym. Lufy karabinów połyskiwały ostrzegawczo w słabym świetle ostatniej ulicznej latarni, która ocalała pod gęstym ostrzałem i rzucała teraz nieco blasku na chodnik przed lecznicą. Na betonowych płytach widać było ślady krwi – pamiątkę po dziesiątkach rannych, których przynoszono i podwożono karetką do szpitala w przerwach walk. Wokół panował pozorny spokój. Pozorny, bo co chwila gdzieś z ciemnego wnętrza Jeżyc do uszu żołnierzy dochodziły serie strzałów. Mimo zapadnięcia zmroku wojsko wraz z Korpusem Bezpieczeństwa Wewnętrznego ciągle likwidowało pojedyncze, osamotnione punkty ogniowe powstańców.
– To już chyba koniec – mruknął Suwart, a zaraz potem zerknął na Niemca, skrytego za krzakiem bzu. – Ej, ty! Achtung! Uważaj! – szepnął do niego. – Zaraz zaczynam!
Eichwald skinął głową na znak, że rozumie. Siedzieli obaj w ukryciu za płotem jednej z posesji, dochodzących do ulicy Zacisze. Przez szczeble ogrodzenia śledzili od kwadransa ruchy żołnierzy – wystarczająco długo, by przekonać się, że wojsko dostało konkretny rozkaz: nie wpuszczać nikogo bez specjalnej przepustki. W tym czasie do wnętrza szpitala dostał się jedynie wracający z miasta lekarz w fartuchu i dwóch mężczyzn w cywilu, wyglądających na funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Kilku rodziców, poszukujących swoich dzieci, żołnierze odesłali z kwitkiem. Ludzie nie protestowali, bo w tym samym czasie ulicą Mickiewicza przejechały dwa czołgi. Demonstracja siły działała na wyobraźnię.
Mężczyźni za płotem czuli, że ich czas się zbliża. Plan był prosty. Suwart miał odciągnąć uwagę wartowników, a Eichwald w tym czasie wbiec niezauważony do szpitala. Jeśli się uda, od razu pobiegnie na piętro, do Julii. Jeśli jednak coś pójdzie nie tak, będzie improwizował.
Suwart pomacał ręką wokół siebie i uniósł butelkę z benzyną. To był ostatni koktajl Mołotowa, jaki posiadał. Oby się udało! – pomyślał, wydobytą z kieszeni zapalniczką zapalił wąski pasek materiału, biegnący ku korkowi i w pół przykurczu cisnął butelką w stronę czarnej pobiedy, zaparkowanej kilkanaście metrów na prawo.
Rzut był perfekcyjny. Szkło rozbiło się na owalnym dachu auta, wzniecając momentalnie morze ognia na karoserii samochodu. Towarzyszył temu efektowny wybuch.
– Atakują! – wyrwało się jednemu z żołnierzy.
Obaj mocniej chwycili za broń. Kierując lufy ku płonącej pobiedzie, podbiegli zdezorientowani w stronę auta, kuląc się na wszelki wypadek za jego maską.
Suwart tylko na to czekał. Zza paska spodni wydobył zdobytą na Młyńskiej tetetkę, odciągnął kurek i wycelował w boczną szybę wozu. Huk wystrzału i brzęk tłuczonego szkła przygiął żołnierzy do ziemi. Celowali w parkan za autem przekonani, że to właśnie tam kryją się niewidoczni dywersanci. Słyszeli o nich wiele złego podczas porannej odprawy.
– Leć! – rozkazał Suwart Niemcowi, podnosząc się jednocześnie z klęczek. – Ja ich jeszcze odciągnę!
Carstenowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wykorzystując zamieszanie i fakt, że żołnierze porzucili swój posterunek, przeskoczył przez płot i nie oglądając się za siebie pognał na złamanie karku w stronę drzwi szpitala.
Już raz znalazł w nich schronienie. Teraz modlił się, by nie okazały się zamknięte.
Jeszcze tylko dwa metry, jeszcze jeden…
Za plecami usłyszał znowu strzały.
Z tetetki, nie z karabinu.
Gdy dopadł do klamki, żołnierze odpowiedzieli wreszcie ogniem.
Drzwi ustąpiły, wpadł do środka.
Serce rozrywało mu pierś, a w głowie szumiały kaskady krwi. A może raczej euforii.
Żył! Był bezpieczny!
Znowu mógł pójść do Julii.



AUDIOBOOKI „KRYPTONIM POSEN”, „MECZ” I „RACHE ZNACZY ZEMSTA” – ZNAJDZIECIE TUTAJ

WIĘCEJ OPCJI (AUDIOBOOKI I EBOOKI) – TUTAJ

FRAGMENTY E-BOOKÓW:

Biegacz

Ściema

Poznaniacy przeciwko swastyce

Rache znaczy zemsta

Mecz

Kryptonim Posen

Fragmenty Arcymistrza

Fragment Juni

Co u mnie słychać?

Widzimy się na Grandzie?
Szybkimi krokami zbliża się Poznański Festiwal Kryminału Granda. W tym roku Granda odbędzie się w dniach 18-20 września, oczywiście w Domu Studenckim „Hanka”. Ale nie...
Read More "Widzimy się na Grandzie?"
„Na całego” – pierwsze recenzje
Mija miesiąc od premiery mojej powieści „Na całego” – książki historycznej o posmaku sensacyjno-szpiegowskim. Miło mi odnotować, że pojawiają się pierwsze recenzje książki. Cieszy mnie,...
Read More "„Na całego” – pierwsze recenzje"
O historii i innych demonach
Szanowne Czytelniczki i Czytelnicy, pięknie dziękuję za bardzo ciepłe, serdeczne spotkanie online, poświęcone mojej nowej powieści „Na całego”, ale również historii i innym moim pasjom....
Read More "O historii i innych demonach"
Namawiam Was „Na całego”
To już dziś. Oficjalną premierę ma moja nowa powieść „Na całego”. Wiedziałem, że muszę ją napisać od momentu, kiedy w 2018 r. wydałem „Cwaniaków”. Wiedziałem,...
Read More "Namawiam Was „Na całego”"

Multimedia

Co jakiś czas opowiadam w mediach, na filmach bądź podczas nagrywanych spotkań o swoich książkach.

Kilka z nich doczekało się fachowych omówień, a cztery zostały nagrane jako audiobooki.

Tutaj znajdziecie filmiki lub linki do tych chwil. Dobrego odbioru!

TYTUŁ TYGODNIA – „NA CAŁEGO” / RADIO POZNAŃ


O „NA CAŁEGO”, FIEDLERZE I NAUCZANIU PISANIA / RADIO OPOLE  


ROZMOWA O „NA CAŁEGO” / RADIO EMAUS


PIOTR BOJARSKI O POWIEŚCI „NA CAŁEGO” / RADIO WARSZAWA 


PIOTR BOJARSKI: BARDZO LUBIĘ PROZĘ SZCZEPANA TWARDOCHA / DWÓJKA POLSKIEGO RADIA




SŁOWOBRANIE, ODCINEK 84 / TVP3 WARSZAWA


KORTOWSKA AUDYCJA LITERACKA / RADIO UWM FM


TO OJCIEC „ZAPROGRAMOWAŁ” ARKADEGO FIEDLERA – ROZMOWA W DWÓJCE PR


ROZMOWA O FIEDLERZE W TVP KULTURA


CELEBRYTA I JEGO MOTYLE – ROZMOWA W TRÓJCE PR


Piotr Bojarski "Szmery"

24.04 będzie miała premierę kolejna powieść kryminalna od Piotr Bojarski – Autor i @czwartaCzwarta Strona Kryminału! Tym razem przenosimy się w mury Uniwersytet im. Adama Mickiewicza 📜, a konkretnie do wydziału Matematyki i Fizyki ⚡. Dlaczego w gabinecie sławy polskiej matematyki , profesora Zdzisława Krygowskiego 📝 znaleziono plamy krwi, a sam nauczyciel zniknął? Koniecznie posłuchajcie co o „Szmerach” mówi sam autor 🙂

Publiée par Czwarta Strona sur Mardi 16 avril 2019


FRAGMENTY KSIĄŻKI „CWANIAKI” czyta Piotr Bajtlik / Dwójka PR


FRAGMENT „MECZU” w wykonaniu Krzysztofa Gosztyły


„MECZ” W 5. ODCINKACH w wykonaniu Krzysztofa Gosztyły


ROZMOWA O ŚCIEMIE” w telewizji WTK


ROZMOWA O „RACHE ZNACZY ZEMSTA” w programie Gość Wieczoru WTK


Kilka słów o mnie


Pisałem już jako nastolatek. Najpierw do szuflady i dla moich dwóch braci.  Moja pierwsza (nigdy nie opublikowana) powieść nosi znamienny tytuł Wielka wojna osiedlowa i powstała, gdy jako uczeń 5. klasy poważnie zachorowałem. Leżąc w łóżku i zaczytując się w „Ogniem i mieczem”, zapewne pod wpływem Sienkiewicza napisałem 130-stronicową powieść akcji ;). Zadedykowałem ją kolegom, choć przeczytali ją tylko nieliczni. Tak czy owak, wciągnęło mnie na tyle, że później zrobiłem kolejny śmiały krok: napisałem swój pierwszy kryminał: Tajemnicę woźnego.



Historia to moja druga pasja. Prawdopodobnie zaszczepił mi ją dziadek Michał podczas naszych wypraw do parku. Dziadek był ułanem Wołyńskiej Brygady Kawalerii, która w 1939 r. przetrzepała Niemcom skórę pod Mokrą. Jako kilkuletni grzdyl słuchałem jego wojennej opowieści z zapartym tchem. Nic dziwnego, że w 1989 r. poszedłem na studia historyczne. Czasy były dynamiczne, a studiowanie historii nieskrępowanej już żadną ideologią było czystą przyjemnością.

Po ukończeniu studiów na Uniwersytecie A. Mickiewicza w Poznaniu, w 1994 r. rozpocząłem pracę jako dziennikarz – najpierw „Gazety Poznańskiej”, a od 1997 r. – „Gazety Wyborczej”. W ciągu ponad 20 lat pracy opublikowałem już tysiące tekstów prasowych, w tym kilkaset reportaży i tekstów historycznych. Za kilka z nich dostałem nagrody, najbardziej jednak cenię sobie nominację do ścisłego finału Grand Press dla mojego reportażu Ewa Braun pisze do Evy Braun (2011).


 Fot. Piotr Skórnicki


Wśród dziennikarskich spraw i tematów niemało satysfakcji dało mi odnalezienie czerwonej gwiazdy z poznańskiej Cytadeli, która w tajemniczych okolicznościach zniknęła z obelisku jesienią 1989 roku, gdy nad Polską „wiał” wiatr zmian. I rozwikłanie zagadki jej zniknięcia. Jestem też dumny z propozycji  przemianowania fragmentu ulicy Towarowej na ulicę Stanisława Matyi, podchwyconej i zrealizowanej przez poznańskich radnych.



Nie od razu zostałem pisarzem. Moja pierwsza powieść „na poważnie” zatytułowana Biały półksiężyc – kryminał utrzymany w realiach science fiction – nie znalazła uznania wśród potencjalnych wydawców. Od dziewięciu lat zalega więc w „szufladzie” mojego komputera. Może kiedyś sięgnę po nią jeszcze, by dać jej drugą szansę?

Zadebiutowałem w 2010 r. – jako autor zbioru reportaży Cztery twarze Prusaka. Zebrałem w nim wszystkie najlepsze reportaże historyczne o mniej znanych lub zapomnianych bohaterach wielkopolskiej historii.



Pierwszą powieść wydałem w 2011 r. dzięki wydawnictwu Media Rodzina. Kryptonim Posen dał  początek serii kryminałów retro z komisarzem Zbigniewem Kaczmarkiem w roli głównej. Ich akcja rozgrywa się w przedwojennym Poznaniu. W tej serii ukazały się: Mecz  (2012), Rache znaczy zemsta (2013), Pętla (2014) oraz Arcymistrz (2015).



Z Meczu omal nie powstał film. W 2013 r. napisałem bowiem scenariusz o tym samym tytule, który rok później wygrał Wielkopolski Konkurs Scenariuszowy, zorganizowany przez Film Art. Na „Prowincjonaliach” we Wrześni odebrałem całkiem ładny dyplom, a nawet pojawiła się firma spod Warszawy, która przymierzała się ponoć do realizacji filmu. Na przymiarkach się jednak – póki co – skończyło.

W 2015 r. ukazała się również moja pierwsza powieść współczesna – Ściema, inspirowana w dużej mierze moimi doświadczeniami dziennikarskimi. Została ona nominowana do środkowoeuropejskiej nagrody literackiej Angelus.


W 2016 r. napisana przeze mnie powieść Juni zdobyła główną nagrodę konkursu literackiego Miasto to Powieść na najlepszą powieść o Poznaniu. Juni  to dramat rozgrywający się w trakcie Poznańskiego Czerwca 1956, ubrany w szaty thrillera. Wymyśliłem sobie, że na te tragiczne wydarzenia spojrzę oczyma niemieckiego dziennikarza, który przyjechał na targi – ale również z własną, tajną misją.



W 2017 r. wydałem współczesną powieść sensacyjną Biegacz, która otwiera serię z Bogdanem Popiołkiem, zwykłym nauczycielem historii, rzucanym w niezwykłe okoliczności i miejsca. W Biegaczu podejmuje on prywatne śledztwo w sprawie pewnego morderstwa, co wpędza go w poważne tarapaty. I rzuca w nieodległą, mroczną przeszłość.

Na pomysł Biegacza wpadłem w trakcie… biegania doliną Cybiny. Biegam bowiem amatorsko, dla zdrowia. W 2018 ukazała się kontynuacja serii, zatytułowana Pokuszenie.



Oprócz książek fabularnych jestem też autorem książek reporterskich: Poznaniacy przeciwko swastyce  oraz 1956. Przebudzeni. Ta ostatnia to reporterski zapis wydarzeń tego niezwykle ważnego w powojennych dziejach Polski roku. Dzięki tej przygodzie miałem okazję porozmawiać m.in. z Andrzejem Wajdą, Janem Englertem, Kazimierzem Kutzem czy synem Władysława Gomułki. Książka dotarła do finału konkursu Książka Historyczna Roku 2017.